Gosc Krzysztofa Ziemca podcast on demand - W sobotnie poranki, tuż po godz. 8:30 Krzysztof Ziemiec zaprasza na rozmowy nie tylko o polityce. Wśród gości dziennikarza osoby z pierwszych stron gazet. W tej sekcji publikujemy archiwalne wywiady, sobotni program na czas wakacji zostaje zawieszony.
Krzysztof Ziemiec może pochwalić się długim stażem w mediach. Kiedyś pracował dla TVN24, a od dłuższego czasu związany jest TVP . Współpracuje z redakcjami "Wiadomości" i "Panoramy
Kiedy dwa lata temu – na początku 2019 roku – Krzysztof Ziemiec (53 l.) zrezygnował z prowadzenia głównych wydań „Wiadomości”, spekulowano, że zrobił to, by
Krzysztof Ziemiec prowadził na Zamku Królewskim wydarzenie z okazji prezentacji raportu ws. reparacji wojennych. Na prezentera TVP spadła lawina krytyki od dziennikarzy, którzy zarzucili mu
Krzysztof Ziemiec, Rozmowy z dystansu, Kraków „wydawnictwo m” 2014 Krzysztof Ziemiec przeprowadził liczne, niedługie, proste i poru
Krzysztof Ziemiec był jednym z niewielu dziennikarzy, którzy na przełomie 2015 i 2016 roku nie zostali wyrzuceni z TVP w wyniku tzw. dobrej zmiany. Jego koledzy z redakcji informacji, którzy
TGJo. Korwin Piotrowska OSTRO o Ziemcu: "Jak skretyniała do szczętu i upadła na samo dno mentalnego mroku gwiazda szołbizu" Co napisała Karolina Korwin Piotrowska? Karolina Korwin Piotrowska skomentowała wpadkę Krzysztofa Ziemca w "Wiadomościach". Dziennikarka w swoim felietonie nie kryje oburzenia po tym jak Ziemiec, w programie na żywo, powiedział, że dokumenty (znalezione kilka dni temu w domu generała Czesława Kiszczaka) mające świadczyć o tym, że Lech Wałęsa współpracował z SB są " autentyczne, co potwierdził grafolog ". Krzysztof Ziemiec za swoją wpadkę przeprosił już na Facebooku. Niestety, jak zauważa Karolina Korwin Piotrowska, post z jego przeprosinami mogło zobaczyć zaledwie kilka tysięcy fanów, a kłamstwo na antenie usłyszało nawet kilka milionów widzów. Prowadząca "Magiel Towarzyski" nie kryje oburzenia zachowaniem Ziemca. Dzisiaj Ziemiec zorientował się, że wpadka była, posypuje głowę popiołem i przeprasza za swój błąd. Robi to na facebooku. Jak jakaś skretyniała do szczętu i upadła na samo dno mentalnego mroku gwiazda szołbizu, która lata tam, na fejsbunia, zamiast do prawnika, konfesjonału czy do psychiatry. Tam Cię utulą, zrozumieją albo wyleją szambo. (...) Będzie sprostowanie w "Wiadomościach"? Na oczach milionów ludzi, których dzień wcześniej pan okłamał? Panie Ziemiec, skłamał pan brzydko, ludzie to widzieli i kłamstwo poszło w eter. Podobno jest Pan taki moralny, rozmodlony, naucza pan innych jak żyć, w kółko mówi o Bogu, Duchu Świętym i religii. Nie wiem, czy pan rozumie, ale wcale nie chodzi już o teczki czy o Bolka. Tu chodzi o jakieś szczątki moralności właśnie, o rzetelność i zawodowstwo, o którym to, co wiem od wczoraj, nie ma pan zielonego pojęcia. Wyciera się pan dziennikarską rzetelnością i obiektywizmem jak ścierą, a więc jedyne co pan robi, po takiej wtopie na oczach milionów, to idiotyczne oświadczenie na facebooku. Wstyd. Pana przeprosiny są warte tysiąc lajków. Tyle jest pan teraz wart. Pan, pana kariera, twarz i tak zwany profesjonalizm, a od wczoraj słowo...
"O kryzysie. Polemiki z tekstem Michała BONIEGO".Minister Michał Boni mówiąc na o kryzysie jaki ewidentnie ma po aferze taśmowej nie tylko PO, czy rząd ale całe państwo, napisał: „Trzeba wiedzieć, w jakim celu ktoś zaczął reżyserować polskie życie polityczne i publiczne, nie ujawniając założeń scenariusza i nie pokazując swojej twarzy. Ten podrzucony na nośnikach cyfrowych obcy scenariusz rozwojowy dla Polski sieje destabilizację – i nie chodzi tu w ogóle o problem trzymania się kogokolwiek u władzy, czy warunki dla jej zdobycia przez opozycyjną konkurencję, ale o podważenie stabilności państwa.” Ogólnie wypada się z byłym ministrem a obecnie europosłem zgodzić. Ale, ale nie było by drodzy Państwo tego kogoś jak Pan Boni nazywa go reżyserem, gdyby jego „scenarzysta” albo inny „reasercher”, który nie znalałby aktorów do tej sceny! A przecież nie ogłosił tu żadnego castingu tylko wziął ich wprost z desek teatru, w którym grają. Czyż nie tak?!Michał Boni pisze: „Warto też docierać do problemów najważniejszych, czy ten bezimienny super szachista gra o władzę – dla kogoś, czy dla siebie, czy tylko gra przeciw obecnej władzy, czy – bo i tego wykluczyć nie można – jest, istnieje, ale o nic nie gra, jest jak z teatru absurdu, bawi się wykoślawianiem sytuacji…”. Nie wiem czy dowiemy się, kto za tym może stać, bo analiz i wariantów jest sporo a prawdopodobieństwo jednej wersji nie wyklucza innych. Ale niezależnie od tego czego jeszcze się dowiemy, najlepszym okresleniem tego wszystkiego co się stało, jest użyte w piątek przez ministra sprawiedliwości słowo BLAMAŻ. Minister odniósł to do działań prokuratury w redakcji “Wprost”, ja bym to rozszerzył na całe państwo. Spytam głośno: co to mówi nam choćby tylko o wycinku jego struktur, jego urzędów, ważnych służb, no i wreszcie o politycznych elitach? Czyż gdyby nie bohaterowie ten demiurg nie pozostałby bezrobotny?Rację ma minister Boni kiedy pisze że taśmy ujawniają rzeczy podważające sprawność państwa oraz zaufanie do instytucji publicznych, a równocześnie wielu aktorów tego zdarzenia gra fałszywe role przesłaniając prawie że insurekcyjnym tonem złamanie prawa, czyli zakładanie dawne jestem zwolennikiem tezy, że nie cała klasa polityczna i nie wszyscy politycy są źli i brudni. Ale skoro tak – to gdzie są ci dobrzy? Niektórzy odeszli, inni odpadli a dokładniej sprawiła to POSTPOLITYKA, która w ostatniej dekadzie zastąpiła tę prawdziwą politykę rozumianą jako starcie idei. To ona wyrzuciła na margines tych, dla których partia znaczy coś więcej niż maszynka do nawet jeśli standardy się zmieniły i nie ma szans na powrót do „starej” polityki, to nie oznacza, że naszym wyznacznikiem ma być przeciętność. To całe zamieszanie pokazuje tez że etyka oderwana od tej opartej na ścisłej i trwałej więzi z Ewangelią pozostaje tylko życzeniem – jeśli nie pustym ZiemiecDawno już, żadna sprawa nie wywołała tylu komentarzy, analiz i dywagacji. Z ich zalewu przebijają się dwie główne. Te, które się teraz najbardziej ścierają dotyczą tego, czy ważniejsze jest to, co jest treścią nagrania, jak chce wielu polityków opozycji, czy to, kto te nagrania sporządził, jak chce nam wmówić ta grupa polityków, która jest związana z koalicją rządzącą. Co z tego, że premier zapewnia, że oba aspekty są dla niego tak samo ważne, skoro jednocześnie stwierdza, że rozmowy dotyczą tego, co już było załatwione i tym samym nie widzi powodów do tego, by tematowi poświęcać więcej czasu. Najbardziej trzeźwy w tej sytuacji komentarz, który krąży po sieci brzmi mniej więcej tak: “Żona otrzymuje zdjęcia męża z kochanką. On na to: Zosiu zastanówmy się komu to służy, kto chce zniszczyć nasz związek, naszą miłość”. Mamy sytuację przedziwną. Nagrani nie zaprzeczają, że było takie spotkanie, że mówili to, co mówili, mało tego, nawet nie mówią, że ktoś to zmanipulował to, co powiedzieli przez, chociażby, przemontowanie nagrań. Ale oni już mają spokój, nikt się tym nie zajmuje. Państwo szuka autora nagrań krzycząc, że to zamach stanu, że to sterowanie państwem z pozycji anonimowego nagrywacza. Zaskakujące jest to, że tak łatwo wiele osób dało sobie narzucić taką narrację. Tym bardziej, że takich nagrań, które ujawniały nieczyste gry, rozmowy, łapownictwo, nepotyzm, było już sporo. Z nieznanych powodów, tym razem akcenty tak bardzo ktoś chce skierować właśnie na takie tory. To mniej więcej tak, jakby po aferze w Constarze, ministerstwo gospodarki dęło w trąbę, że dziennikarze chcą dokonać zamachu stanu na przemyśle spożywczym. Ciągle ważniejsze od tego, kto nagrywał, jest to, co nagrał. To nie była rozmowa prywatna o kolegach, koleżankach, sprawach rodzinnych, czy łóżkowych. Tak, wtedy takie nagrania nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Wtedy jest ważniejsze kto i po co nagrywał. My mówimy o funkcjonariuszach państwa, którzy chcieli ubić interes nijak mający na uwadze dobro państwa, a tylko interes własny, no może partyjny. A skoro ważniejsze jest to, kto nagrywał, to znaczy, że dajemy przyzwolenie na to, by polityka wyglądała właśnie tak, że prezes NBP przy obiedzie załatwia sobie większe uprawnienia w zamian za wspieranie partii rządzącej w utrzymaniu jest pewne. Prawo w Polsce należy napisać od początku. Tym razem porządnie. Tak jak porządnie trzeba na nowo poukładać system prokuratorsko-sędziowski. Bo tak oto mamy sytuację, w której jedna sprawa i jedne przepisy sprawiają, że prokuratorzy, sędziowie, ministrowie sprawiedliwości, byli obecni, prawnicy, adwokaci i konstytucjonaliści spierają się na wykładnie. Każdy ma inny werdykt na to, co kto może, co komu wolno, kto powinien w pierwszej kolejności kogo słuchać. Nie ma się co dziwić, że w tej dowolności interpretacji dziennikarze, publicyści i politycy stają na przeciw siebie i nie dopuszczają do siebie innych wykładni niż te, które są im bliskie. Sprawa najważniejsza zeszła na dalszy plan, żeby nie powiedzieć, właściwie została w tym zamieszaniu niemal całkiem zgubiona. Marek Kacprzak Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 czerwca 2014
krzysztof ziemiec marianna ziemiec