Lekcje religii w szkole - żenada, bezsilność, średniowiecze Listy do ''Wyborczej'' 21.04.2017, 13:25 Joanna Porwolik
Starter 1 - Zanurzenie się w świecie języka angielskiego. Nauka mówienia, słuchania i rozumienie rozmowy po angielski. Nauka czytania. 30 lekcji, 1 egzamin. 4 miesiąca. Wypróbuj za darmo.
Nauczycielka: Dezorganizuje szkołę na 3 dni. Maja Leśniewska. 27.11.2023 19:19. Nauczyciele narzekają, uczniowie się cieszą. "Rekolekcje dezorganizują szkołę" (East News/X) Rekolekcje adwentowe lub wielkopostne to czas, gdy w wybranych szkołach rezygnuje się z lekcji, by katoliccy uczniowie mogli iść do kościoła.
Jak wyglądają lekcje języka angielskiego w szkole podstawowej. Dzieci w Polsce rozpoczynają obowiązkową naukę języka angielskiego dość wcześnie, bo już na etapie zerówki. Szkoła podstawowa ma obowiązek zapewnić przynajmniej dwie godziny angielskiego tygodniowo już od pierwszej klasy. W ciągu 8 lat daje to ponad 600 godzin
Rodzice się zbuntowali - i zabierają dzieci z lekcji! Protest przeciw propagandzie LGBT w szkole. Ze szkoły podstawowej w Birmingham rodzice zaczęli masowo zabierać dzieci.
Chrześcijańskiej nauczycielce grozi utrata kariery po odmowie nauczania „skrajnej ideologii LGBT” w szkole średniej Kościoła anglikańskiego. Glawdys Leger (43 lata) przez 12 lat była nauczycielką nowoczesnych języków obcych, zanim w zeszłym roku została zwolniona ze szkoły Bishop Justus CofE School w Bromley w południowym Londynie.
YGkNNyO. Poniższy scenariusz stanowi propozycję realizacji zajęć z wiedzy o społeczeństwie w liceum. Został opracowany do lekcji pod tym samym tytułem, która znajduje się w rozdziale pierwszym „Przewodnika obywatelskiego". Scenariusz można wykorzystać w całości lub zaadaptować na potrzeby grupy uczniowskiej. Dodatkowe treści i aktywności zaznaczyliśmy kursywą w kolorze niebieskim; można je zrealizować np. w postaci projektu lub na zajęciach dodatkowych. W ramkach natomiast zamieściliśmy dobre praktyki oraz inspiracje i źródła Centrum Edukacji Obywatelskiej, które mogą być przydatne w realizacji poruszanego tematu. Scenariusz lekcji można pobrać w fomacie PDF, podobnie jak całą lekcję z podręcznika. Fot. Tomasz Kwiręg (zasoby CEO) CELE Po zajęciach uczniowie/uczennice powinni umieć: wyjaśnić, co to jest „kapitał społeczny” i dlaczego ma on zasadnicze znaczenie dla życia społeczeństwa; wyjaśnić pojęcie tolerancji, odwołując się do przykładów; wymienić co najmniej pięć zasad/norm istotnych dla dobrego funkcjonowania społeczeństwa; sformułować i uzasadnić swoje stanowisko na dany temat; współpracować w grupie zadaniowej. CO BĘDZIE POTRZEBNE NA LEKCJI? kartki z cytatami, które będą przedmiotem rozważań uczniów pracujących w grupach zadaniowych/parach; słowniki i encyklopedie; jeśli nauczyciel wykorzysta film jako element pracy z uczniami – dostęp do rzutnika, ekranu i filmu z pakietu „Filmoteka Szkolna”. METODY I TECHNIKI PRACY miniwykład, rozmowa nauczająca, minidyskusja, burza mózgów, analiza tekstu/danych, praca indywidualna/praca w grupach zadaniowych/w parach. JAK MOŻNA PRZEPROWADZIĆ ZAJĘCIA? WPROWADZENIE 1. To zdanie jest mi bliskie. Rozwieś/rozłóż na podłodze kartki z poniższymi cytatami (przytwierdź je taśmą, by można było do nich wrócić pod koniec zajęć). Poleć uczniom, by zapoznali się z każdym z haseł i stanęli obok kartki z tym stanowiskiem, które jest im bliskie. Poproś, by osoby, które stanęły przy różnych kartkach porozmawiały przez dwie minuty w parach o tym, jak rozumieją wybraną wypowiedź. Zwróć uwagę uczniów i uczennic, by nie oceniali nawzajem swoich wyborów i nie próbowali się przekonywać do własnych stanowisk. „Jeśliś wszedł między wrony, musisz krakać jak i one”. „Pokorne cielę dwie matki ssie”. „Nie zawsze wygrywa wyścig ten, kto biegnie najszybciej, czasem wygrana należy do tego, kto stale jest w ruchu”. „Mieć coś do powiedzenia jest zawsze ważniejsze niż chcieć coś powiedzieć”. „Jeżeli myślisz, że możesz coś zrobić – to możesz to zrobić. Jeżeli myślisz, że nic się nie da zrobić – to masz rację!” „Nie popełniają błędów tylko ci, co nic nie robią”. „Jeżeli wiesz jak, będziesz miał zawsze pracę. Jeżeli wiesz dlaczego, zostaniesz szefem”. „Jeżeli chcesz dosięgnąć tęczy, musisz się pogodzić z deszczem”. „Dlaczego wspinać się po drabinie, jeżeli możesz wsiąść do windy?” Kartki – po zakończonych rozmowach w parach – zostają na podłodze/ścianie. Zapytaj uczniów na forum klasy, jakie postawy/normy kryją się za poszczególnymi stanowiskami. Czy potrafią je nazwać? (np. „konformizm”, „aktywność”, „sprawiedliwość”). Propozycje uczniów zapisuj na tablicy. Zapytaj się, w jaki sposób te postawy/normy wpływają na funkcjonowanie społeczeństwa. Zapisz temat na tablicy, podaj cele lekcji oraz wyjaśnij klasie, jak będziecie pracować. ROZWINIĘCIE 2. „Traktat o naturze”. Poproś uczniów o zapoznanie się z cytatem z Traktatu o naturze autorstwa Davida Hume’a (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 78): Twoje zboże jest dojrzale już dzisiaj; moje dojrzeje dopiero jutro, jest korzystne dla nas obu, iżbym ja pracował dzisiaj z tobą i żebyś ty pomógł mi jutro. Ja nie żywię do ciebie żadnej przychylności, a ty również nie żywisz jej do mnie. Nie podejmę więc żadnych wysiłków dla twego dobra; gdybym pracował z tobą dla mego własnego dobra w oczekiwaniu świadczenia wzajemnego, to wiem, że czekałoby mnie rozczarowanie i że na próżno uzależniałbym się od twojej wdzięczności. Tutaj więc pozostawiam cię przy twej pracy samego, a ty zrobisz to samo ze mną. Zmienia się pogoda i obaj tracimy nasze zbiory z braku wzajemnego zaufania i poczucia pewności. Następnie zapytaj, jakie wnioski i komentarze nasunęły się im podczas lektury. Na jakie normy/postawy ludzi wskazuje autor (np. norma wzajemności – świadczenie wzajemne, zaufanie, praca, egoizm)? Uzupełnij listę z poprzedniego ćwiczenia o nowe zapisy. Czy w życiu codziennym jest tak, jak opisuje filozof? Czy zaufanie jest bardziej skuteczne w życiu społecznym niż egoizm? Poproś o uzasadnienie odpowiedzi oraz podanie przykładów. Socjologicznym argumentem na rzecz wyższości zaufania nad racjonalnym egoizmem jest tak zwany „dylemat więźnia” (patrz ćwiczenie z ikonką labiryntu na s. 84). Przeanalizuj wspólnie z uczniami sytuację obu więźniów. Jeśli nie będą oni mieli do siebie zaufania i będą starali się przerzucić odpowiedzialność na wspólnika, poniosą surową karę. Jeżeli natomiast postąpią wbrew swemu egoistycznemu interesowi i zachowają lojalność (i milczenie), ich kara będzie stosunkowo niewielka. Na zakończenie tej aktywności przedstaw uczniom i uczennicom w miniwykładzie informacje zawarte w tekście „W społeczeństwie, czyli wśród ludzi, którzy muszą ze sobą współdziałać” (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 78). Zwróć szczególną uwagę na pojęcie „kapitału społecznego” i wyjaśnij, dlaczego ma on tak wielkie znaczenie dla dobrego funkcjonowania społeczeństwa. Wspólnie (na tablicy lub w parach) stwórzcie na kartkach mapę „kapitału społecznego”, wskazując na te normy, postawy, zachowania człowieka, które na niego się składają (np. zaufanie, wzajemność, odpowiedzialność, dotrzymywanie słowa, solidarność, sprawiedliwość, lojalność). Zachęć, by odwołali się także do haseł wypisanych w poprzednich ćwiczeniach. Chętnych uczniów możesz poprosić, aby przeprowadzili minisondę wśród swoich rówieśników: „Jakie postawy/normy są twoim zdaniem najważniejsze dla dobrego funkcjonowania społeczeństwa?”. Zachęć ich także do lektury tekstu klasyka Roberta Putnama „Demokracja w działaniu”, Wyd. Znak, Kraków 1995, s. 258–260 (fragment zamieszczamy na końcu scenariusza). Centrum Edukacji Obywatelskiej od ponad 25 lat zachęca młodzież do podejmowania działań, których celem jest rozwijanie kapitału społecznego, zwłaszcza w lokalnych środowiskach, poprzez kształtowanie kompetencji i postaw. Uczniowie i uczennice mogą kształtować odpowiedzialność za środowisko naturalne i zrównoważony rozwój realizując programy: „Klimat to temat”, „Weź oddech”, „W świat z klasą”( rozwijać zaangażowanie społeczne i solidarność z innymi w programie „Młodzi w akcji”, „Solidarna Szkoła”). 3. „Człowiek wobec norm społecznych”. Zapytaj uczniów, w jaki sposób najbliższe im osoby (rówieśnicy/rodzina) odnoszą się do wskazywanych przez nich norm/postaw społecznych. Poproś, by krótko porozmawiali o tym w parach: Czy często podważane są te normy? W jakich sytuacjach? W czym się przejawia akceptacja lub brak akceptacji ogólnie przyjętych norm? Następnie poleć im przeczytanie tekstu „Człowiek wobec norm społecznych” (Przewodnik obywatelski, cz. 1, Zapytaj na forum, czym różnią się opisywane tam różne postawy wobec norm: „konformizm”, „innowacja”, „rytualizm” oraz „wycofanie”. Uczniowie opracowują w zeszytach notatkę (np. w postaci tabeli). Poszukajcie wspólnie przykładów takich postaw (np. w środowisku szkolnym – oczywiście, jeśli bardzo dobrze znasz klasę, i wiesz, że rozmowa ta nie zamieni się w ostracyzm niektórych uczniów lub uczennic, nauczycieli lub nauczycielek). Bardzo ważne jest, by wspólnie z uczniami szukać przyczyn takich reakcji/postaw. Jeśli podczas tych zajęć (a także innych, na których będziecie poruszać trudne tematy), zdecydujecie się na otwartą rozmowę, warto się do niej wcześniej przygotować. Możesz skorzystać z wypracowanych w Centrum Edukacji Obywatelskiej dobrych praktyk programu „Klub Dobrej Rozmowy” oraz „Trudny temat” lub „Rozmawiajmy o uchodźcach”. Chętnych odeślij do lektury tekstu „Konformizm i nonkonformizm w szkole” (patrz: Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 151 oraz dołączony materiał). Możesz też porozmawiać na ten temat z klasą, tylko upewnij się wcześniej, czy rozumieją wszystkie socjologiczne pojęcia w nim użyte („socjalizacja”, „kontrsocjalizacja”, „dewiacja”, „destrukcja”, „kreatywność”). Zwróćcie swoją uwagę na nonkonformistycznych zachowaniach młodych ludzi w szkole, szukając ich pozytywnych i negatywnych przykładów. Zapytaj uczniów, jak reagują dorośli (też nauczyciele) na zachowania uczniów nonkonformistów? Jakich relacji z dorosłymi oni sami by oczekiwali, a jakie – jako najlepsze – wskazuje autor tekstu? Zachęć uczniów i uczennice (we współpracy z wychowawcą klasy), aby obejrzeli film „Egzamin dojrzałości” Marcela Łozińskiego. Film powinien być dostępny w szkolnych bibliotekach – został skierowany do nich kilka lat temu w ramach programu CEO i PISF-u „Filmoteka Szkolna. Akcja!”. Opracowane zostały też dodatkowe materiały do pracy z tym dokumentem. Tu znajdziecie wskazówki, w jaki sposób pracować z filmem oraz – po zalogowaniu – otrzymacie dostęp do materiału filmowego. 4. Odpowiedzialność czy lojalność? Zapytaj uczniów, jaką rolę odgrywa odpowiedzialność i lojalność w życiu rodzinnym, społecznym, zawodowym i politycznym. Zacytuj pewnego amerykańskiego admirała: Right or wrong, my country (Ma rację czy błądzi, jednak to moja ojczyzna). Poproś uczniów, by ustosunkowali się do tego stwierdzenia, uzasadniając swoją odpowiedź. Poproś uczniów, by zapoznali się z tekstem „Kiedy nie wszystko jest w porządku” (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 79). Zwróć uwagę na dylemat lojalności i krytyki wobec swojego państwa i narodu. Kiedy lojalność przestaje być czymś pozytywnym? Jakie skutki może przynieść krytyczne nastawienie jednostek do instytucji społecznych i politycznych? Jaką postawę wobec swojego kraju należałoby uznać za najbardziej godną pochwały? Right or wrong, my country, czy może raczej: Mój kraj: co dobre – zachować, co złe – zmienić? Podkreśl, że zasadę tę można stosować także w życiu rodzinnym, społecznym (lokalnym), nie tylko w odniesieniu do wielkiej polityki czy narodu. Możesz zachęcić też młodzież, by porozmawiali o tym w parach w czasie lekcji, szukając wspólnie przykładów sytuacji, które ilustrują omawiane zagadnienie. Zachęć ich nie tylko do szukania przykładów dotyczących kraju czy narodu, ale np. grup zawodowych, tematów debat publicznych, zachowań osób z najbliższego otoczenia czy nawet z własnej grupy rówieśniczej. Wybór między lojalnością a odpowiedzialnością doskonale nadaje się na debatę oksfordzką – może zorganizujecie w szkole międzyklasowy turniej, w którym uczniowie zabiorą glos nie tylko na ten temat, ale także na inne, poruszane podczas tych zajęć tematy? Uczniowie i uczennice znajdą materiały pomocnicze na stronach CEO (powstały one w ramach programu ekologicznego, ale wskazówki można łatwo zastosować przy innych tematach). Jeśli uczniowie zdecydują się na inny formę dyskusji, polecamy materiały zamieszczone w materiałach dotyczących formułowania własnych stanowisk. Przydatne informacje dotyczące debatowania zamieszczamy również w naszym scenariuszu, w części „Wiedzieć więcej”. 5. „Tolerancja i coś więcej”. Odczytaj cytat Woltera: „Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze będę bronił twego prawa do posiadania własnego zdania” (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 83). Zapytaj uczniów i uczennice, jak go interpretują. Przedstaw informacje zawarte w tekście „Tolerancja i coś więcej” (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 83-84). Podkreśl, że tolerancja jest jedną z najważniejszych zasad, które organizują życie w społeczeństwie pluralistycznym. Wyraz tolerancja pochodzi od łacińskiego czasownika „tolero, tolerare”, któremu odpowiadają polskie wyrażenia: „znosić czyjeś usposobienie”, „cierpieć przy sobie czyjąś obecność” itp. Wszystkie one wskazują na konieczność pokonywania trudności związanych z współistnieniem ze sobą dwóch osób lub rzeczy. Współcześnie odróżnia się tolerancję negatywną, oznaczającą uznanie prawa innych ludzi do odmiennych, choć z punktu widzenia osoby tolerującej, błędnych poglądów czy postaw, oraz tolerancję pozytywną, zakładającą akceptację odmienności i uznanie różnych poglądów, wierzeń czy stylów życia za równowartościowe. Możesz też przywołać słowa Ojca Świętego, Jana Pawła II, który przemawiając w 1991 r. we Włocławku do nauczycieli i katechetów powiedział: „Nie do pogodzenia z prawdą chrześcijańską jest postawa fanatyzmu czy fundamentalizmu tych ludzi, którzy w imię ideologii uważającej się za naukową lub religijną czują się uprawnieni do narzucania innym własnej koncepcji prawdy dobra. Metodą Kościoła jest poszanowanie wolności przy niezmiennym uznawaniu godności osoby ludzkiej (...) Ewangeliczna wrażliwość i czujność ochronią nas przed emocjami i wzburzeniem, które łatwo mogą prowadzić do ksenofobii czy nietolerancji, sprzecznych z duchem ewangelii, z duchem Boga”. Po krótkim wprowadzeniu zachęć uczniów, by ustalili wspólnie definicję tolerancji, którą wszyscy mogliby zaakceptować (możesz zaproponować im pracę metodą „kuli śniegowej” – uczniowie pracują najpierw samodzielnie, potem w parach, następnie w czwórkach, a na końcu w dwóch dużych grupach). Uczniowie zapisują opracowaną przez siebie definicję do zeszytów – jeśli nie zgadzają się co do jakiegoś wyrazu, mogą kolorem zapisać zdanie odrębne. Zapytaj na koniec tego ćwiczenia, jakie znaczenie ma tolerancja dla młodych ludzi: Czy uważają ją za ważną normę życia społecznego? Możesz też zaproponować krótką dyskusję na temat granic tolerancji: Jakich rzeczy nie można tolerować? Gdzie kończy się obszar swobodnego manifestowania swojej odmienności? Przywołaj zasadę: Ograniczeniem mojej wolności jest wolność innych ludzi. To także doskonały temat na międzyklasową debatę lub dyskusję. Tematyka antydyskryminacyjna i kształtowanie postawy tolerancji i otwartości wobec innych zawsze była i jest nadal w centrum naszej uwagi. Polecamy materiały programów: „Szkoła tolerancji” i „Liderzy tolerancji”. Można tam znaleźć propozycje scenariuszy zajęć, aktywności, filmików i nagrań webinariów, które pomogą wprowadzać do szkoły tematykę różnorodności i wielokulturowości. Zapraszamy także na kanał YouTube CEO, gdzie znajdują się filmy, nagrania webinariów i inne materiały filmowe, które pozwolą szkołom realizować tematykę antydyskryminacyjną i na rzecz tolerancji. 6. Z życia wzięte – badania nad uprzedzeniami. Poleć uczniom i uczennicom, by indywidualnie zapoznali się z wykresem „Średni poziom akceptacji różnych grup społecznych w najbliższym otoczeniu – w miejscu pracy, sąsiedztwie, rodzinie” (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 81), a następnie przeczytali tekst „Z życia wzięte”, opisujący zaprezentowane wyniki. Uczniowie krótko rozmawiają w parach o tym, czego się dowiedzieli z obu materiałów i zastanawiają się wspólnie, z czego wynika taka postawa Polaków wobec wskazywanych w badaniu grup. Propozycje powodów/źródeł zapisują na kartce. Spiszcie i omówcie wspólnie wskazywane przez uczniów powody. Zapytaj uczniów, czy wskazaliby jeszcze jakąś grupę, która w ostatnich czasach w podobny sposób była odbierana przez polskie społeczeństwo (np. uchodźcy). Posiłkując się materiałem wypracowanym w programie CEO „Rozmawiajmy o uchodźcach”, rozwiń wypowiedzi uczniów (patrz: „Wiedzieć więcej”). Poproś, by uczniowie, korzystając z podręcznika i słowników, wyjaśnili w zeszytach pojęcie „stereotyp”, „autostereotyp” i „kozioł ofiarny”. Zapytaj się, czy znają z historii przykłady takich procesów społecznych, które choć zaczęły się „tylko” od stereotypowania jakiejś grupy, to w konsekwencji doprowadziły do ich eksterminacji fizycznej. Wspólnie przeanalizujcie tabelkę „Skala odrzucenia społecznego” i omówcie kolejne etapy odrzucenia (Przewodnik obywatelski, cz. 1, s. 83). Poproś uczniów, by indywidualnie zastanowili się, czy z którymiś z tych etapów odrzucenia się spotkali (osobiście lub jako świadkowie): Jak wtedy zareagowali? Jak zareagowali inni? PODSUMOWANIE 7. Sztuka życia w społeczeństwie – nasze zasady. Poproś uczniów, by ponownie stanęli w miejscu, w którym wisi/leży kartka i wskazali cytat, z którym się najbardziej utożsamiają (po omówieniu wszystkich dzisiejszych wątków i zagadnień). Uczniowie, którzy wskazali te same cytaty, przygotowują w parach lub trójkach prezentację graficzną wybranego stanowiska i ocenią jego sensowność pod kątem tematu lekcji: „Sztuka życia w społeczeństwie”. Najlepiej byłoby, gdyby przedstawili je w formie krótkiej zasady. Po prezentacjach grup zredagujcie wspólnie w kilku zdaniach (punktach) „Krótki poradnik sztuki życia w społeczeństwie”. Uwaga! Powinny się w nim znaleźć nie tylko zasady, co do sensowności których zgodzili się wszyscy uczniowie. Praca ta może być wstępem np. do projektu szkolnego pt. „Sztuka życia w szkolnej społeczności” – zachęć uczniów, by porozmawiali o tym na forum szkolnego samorządu; sam/a zainteresuj tą inicjatywą grono pedagogiczne. Nie zapomnijcie włączyć w działania rodziców uczniów i uczennic oraz wszystkich pracowników szkoły. 8. Podsumowanie. Podsumowując lekcję wykorzystaj terminy zamieszczone pod lekcją w „Słowniczku młodego obywatela” oraz pytania z rubryki „Sprawdź się sam/a” (s. 85). Zwróć uwagę przede wszystkim na pytania dotyczące zagadnień, które nie zostały przedyskutowane podczas lekcji (np. Dlaczego zaufanie między ludźmi buduje się powoli?) 9. Zadanie domowe. Zaproponuj ochotnikom napisanie eseju, który będzie poświęcony jednemu z zagadnień z rubryki „Sprawdź się sam/a”. Do współpracy możesz zaprosić nauczyciela języka polskiego. Oto tematy, które pozwolą uczniom i uczennicom ćwiczyć umiejętności wynikające z podstawy programowej tego przedmiotu: Wyjaśnij mechanizm społecznego naznaczenia. Odwołaj się do literatury i własnego doświadczenia. Zaproponuj strategię przeciwdziałania temu zjawisku w środowisku, które sam dobrze znasz. Dlaczego kozłami ofiarnymi są często osoby wywodzące się z mniejszości narodowych lub etnicznych? WIEDZIEĆ WIĘCEJ W tej części (obecnej w większości tematów) prezentujemy materiały dodatkowe dla uczniów i nauczycieli, do wykorzystania na zajęciach. Część pochodzi ze źródeł zewnętrznych, część powstała w Centrum Edukacji Obywatelskiej na potrzebę działalności różnych programów edukacyjnych. KONFORMIZM I NONKONFORMIZM W SZKOLE Jak zachowania nonkonformistyczne uczniów wpływają na proces socjalizacji szkolnej? Co sprzyja pomyślnemu uspołecznieniu młodego człowieka? Zachowania nonkonformistyczne uczniów są wyzwaniem dla nauczycieli w polskiej szkole. Burzą one ład i porządek w oczekiwanym procesie socjalizacji. Uczniowie, którzy nie podporządkowują się nauczycielowi, a tym samym wyznawanym przez niego zasadom i wartościom, stają się dewiantami. Obok socjalizacji szkolnej może pojawić się proces kontrsocjalizacji, w którym nadmiar zachowań nonkonformistycznych przeradza się w zachowania dewiacyjne, które mogą być dewiacyjnymi nie tylko dla nauczycieli, ale również dla całego społeczeństwa. (…) Nauczyciele nie powinni obawiać się nonkonformistów, powinni zacząć z nimi współpracować, by proces socjalizacji można było nazwać udanym i efektywnym. Tylko w przypadku zrozumienia obu stron istnieje szansa na pełen sukces uspołeczniania młodych ludzi. Świadomość obu stron jest tutaj jednak niezbędna. Nauczyciel powinien być otwarty na inność poglądów i zachowań, jednak uczeń powinien kierować się w swych innowacyjnych działaniach wyłącznie kreatywnością, a nie destrukcyjnością. Jeśli obie strony zrozumieją, że grają w jednej drużynie, dążą do rozwoju społeczeństwa, wówczas będzie można mówić o nonkonformizmie w kontekście kreatywności i innowacji, a nie destrukcji, a tym samym traktować socjalizację jako udaną. Wojciech Welskop, Konformizm i nonkonformizm uczniów a socjalizacja szkolna, „Perspektywy Edukacyjno-Społeczne” nr 2/2014, s. 49 KAPITAŁ SPOŁECZNY Sukces w przezwyciężaniu dylematów zbiorowego działania i samoniszczenie się oportunizmu, który te dylematy zradzają, zależy od szerszego kontekstu społecznego, w którego ramach dana gra jest rozpatrywana. Dobrowolna współpraca łatwiejsza jest w społeczności, która odziedziczyła istotny kapitał społeczny w postaci norm wzajemności i sieci obywatelskiego zaangażowania. Kapitał społeczny odnosi się tu do takich cech organizacji społeczeństwa, jak zaufanie, normy i powiązania, które mogą zwiększyć sprawność społeczeństwa ułatwiając skoordynowane działania: „Tak jak i inne postaci kapitału, kapitał społeczny jest produktywny, umożliwia bowiem osiągnięcie pewnych celów, których nie dałoby się osiągnąć, gdyby go zabrakło. (...) Na przykład grupa, której członkowie wykazują, że są godni zaufania i ufają innym, będzie w stanie osiągnąć znacznie więcej niż porównywalna grupa, w której brak jest zaufania. (...) We wspólnocie rolników (...), w której rolnikowi inni pomagają ułożyć w stogach siano i gdzie narzędzia są powszechnie pożyczane, kapitał społeczny pozwala każdemu z farmerów na wykonanie swojej pracy z mniejszym nakładem kapitału fizycznego w formie narzędzi i wyposażenia”. Spontaniczna współpraca jest łatwiejsza dzięki społecznemu kapitałowi. Dobrze ilustruje tę zasadę przykład pewnego rodzaju nieformalnej instytucji oszczędnościowej, istniejącej na wszystkich kontynentach, zwanej stowarzyszeniem rotacyjnych kredytów. Stowarzyszenie takie składa się z grupy, „która zgadza się wnosić regularne wpłaty na fundusz, który jest kolejno przekazywany, w całości lub częściowo, każdemu z udziałowców”. Stowarzyszenia rotacyjnych kredytów istnieją w Nigerii i Szkocji, Peru i Wietnamie, Japonii i Egipcie, organizowano je wśród imigrantów z Indii zachodnich na wschodzie Stanów Zjednoczonych i chicanos na ich zachodzie, wśród niepiśmiennych wieśniaków chińskich i wśród kierowników banków i doradców ekonomicznych w Mexico City. Wiele z amerykańskich banków oszczędnościowo--kredytowych zaczynało jako stowarzyszenia rotacyjnych kredytów. W typowym stowarzyszeniu kredytów rotacyjnych każdy z dwudziestu członków mógł wnieść comiesięczną opłatę, stanowiącą równowartość jednego dolara, a każdego miesiąca inny członek stowarzyszenia otrzymywał całą pulę dwudziestu dolarów, którą mógł wydać tak, jak sobie życzył (sfinansować wesele, kupno roweru, maszynę do szycia lub zapas towaru do małego sklepu). Członek taki nie dostaje już kolejnych wypłat, ale oczekuje się od niego dokonywania regularnych wpłat, dopóki wszyscy członkowie nie dostaną kolejno całej puli. Stowarzyszenia rotacyjnych kredytów znacznie różnią się od siebie pod względem rozmiarów, składu społecznego, organizacji i procedur określających wypłaty. Wszystkie łączą w sobie towarzyskość i tworzenie kapitału na małą skalę. Stowarzyszenia rotacyjnego kredytu, jakkolwiek byłyby wesołe ich posiedzenia, są czymś więcej niż wspólną zabawą czy przejawem altruizmu. Cliff Geertz, na przykład, donosi z Jawy, że arisan (termin oznaczający dosłownie „wspólne działanie” lub „wzajemną pomoc”) jest odbiciem „nie tyle ogólnego ducha współpracy – jawajscy wieśniacy mają skłonność, podobnie jak wielu innych wieśniaków, do uważania za podejrzaną każdą grupę większą niż najbliższa rodzina – ale zestawem jasnych i konkretnych procedur związanych z wymianą usług, kapitału i konsumpcji towarów, które to procedury obowiązują we wszystkich dziedzinach życia. (...) Współpraca opiera się na bardzo żywym poczuciu wzajemnej korzyści uczestników takiej współpracy, a nie na ogólnej etyce jedności wszystkich ludzi czy na organicystycznym pojmowaniu społeczeństwa”. Robert Putnam, Demokracja w działaniu, Wyd. Znak, Kraków 1995, s. 258–260 JAK ROZMAWIAĆ O UCHODŹCACH Fragment pochodzi z publikacji Jak rozmawiać o uchodźcach – komentarz do scenariuszy lekcji Dominiki Cieślikowskiej. Poruszając kwestię uchodźczą, dotykamy Pięciu rodzajów Przyczyn Potencjalnych konfliktów. Konflikt danych, czyli różnice w wiedzy, w sposobie zbierania i interpretacji danych. Poziom wiedzy w polskim społeczeństwie na temat uchodźców jest bardzo niski. Po pierwsze, od wieków jesteśmy bardziej krajem emigracji niż imigracji, czyli znacznie więcej ludzi wyjeżdża z Polski, niż do niej przyjeżdża. W związku z tym, tematyka ta tylko w znikomym stopniu jest obecna w systemie edukacji formalnej, w podstawie programowej kształcenia ogólnego i w praktyce edukacyjnej. Przez lata był to też temat spychany z agendy politycznej. Polska, mimo różnych wysiłków, nie dorobiła się kompleksowej polityki migracyjnej, czyli rozwiązań systemowych. Ponadto, nie był to też popularny medialnie temat. Przedstawiano go na zasadzie sensacji, pomijając źródła wiarygodnych informacji. Statystyczny Polak nie miał zatem zbyt wielu okazji do spotkania uchodźcy czy uchodźczyni osobiście, niewiele się o nich dowiedział w trakcie edukacji czy z mediów, bowiem cały system polityczno-społeczny nie sprzyja ani rzetelnemu podejmowaniu tematu, ani poznawaniu ludzi, których bezpośrednio dotyczy. Tę wieloletnią niewiedzę bardzo zgrabnie wypełnił przekaz medialny i kampania wyborcza z 2015 roku. Wprowadzając wiele nieprzemyślanych i mało trafnych przekazów o uchodźcach, zwiększył dysproporcję pomiędzy faktami a mitami na rzecz tych drugich. Konflikt pomiędzy rzetelną wiedzą posiadaną przez nieliczne osoby, a szeroko rozpowszechnionymi niedomówieniami i błędami merytorycznymi, nabrzmiewał w Polsce latami, a w ostatnich miesiącach 2015 bardzo się zintensyfikował. Konflikt strukturalny, czyli napięcie między dwiema lub więcej stronami wynikające nie tyle z ludzi, ile ze struktury ich relacji, z rodzaju sytuacji w jakiej się znaleźli (np. migranci, których celem jest przedostać się przez granice danego kraju oraz straż graniczna powołana do tego by strzec granic). Kontekst, w jakim zaczęto gremialnie dyskutować o uchodźstwie, szczególnie kontekst wyborów do parlamentu, spowodował uwypuklenie różnic zdań pomiędzy politykami, publicystami, działaczami i ostatecznie statystycznymi Polakami w rozumieniu tego, jak zostanie zaaranżowana sytuacja przyjmowania uchodźców w Europie i Polsce. W debacie wyraźnie wybrzmiała nierówna kontrola zasobów, nierówny rozkład sił, ograniczenia czasowe, niejasny podział kompetencji i brak określenia ról poszczególnych osób związanych z tematem. Znikoma wiedza lub różne jej interpretacje w odniesieniu do wymienionych punktów, doprowadziły wręcz podręcznikowo do eskalacji nastrojów i konfliktów. Konflikt wartości, czyli różnica w poglądach w odniesieniu do tego, co dla ludzi ważne, w co wierzą, co uważają za słuszne. Temat uchodźców bardzo szybko został sprowadzony do kwestii konfliktów pomiędzy odmiennymi/przeciwnymi systemami wartości. Manifestacje za i przeciwko przyjmowaniu uchodźców bazowały na niczym innym, jak na odniesieniach do przekonań - tego, co dla ludzi ważne, co cenią. Wartości, te przez duże W, jak i wartości dnia codziennego, pojawiły się na plakatach, transparentach i w wypowiedziach różnych stron – były bowiem bodźcem mobilizacyjnym, ułatwiającym budowanie obozów sprzymierzeńców każdej z opcji. Konflikt relacji, rozumiany jako rodzaj komunikacji między stronami, sposób mówienia o sobie nawzajem i do siebie, wyzwalane przy okazji i względem siebie emocje. To, co i w jakim kontekście mówiono na temat uchodźców, karmione było stereotypami i uprzedzeniami nadbudowywanymi przez lata. Konflikt danych, wartości oraz struktury nie mógł być bez znaczenia dla emocji, atmosfery, a w rezultacie relacji panującej pomiędzy osobami prezentującymi różne stanowiska wobec kwestii uchodźczej. Zła komunikacja oddalała ludzi od siebie, wprowadzając do prywatnych rozmów i debaty publicznej nie tylko wrogie komentarze i przekłamania, ale także otwartą mowę nienawiści oraz podżeganie do czynów motywowanych uprzedzeniami. To wszystko sprawiało, że znaleźliśmy się w polu konfliktu potrzeb, czyli realnych, lub postrzeganych jakóre mają różne opinie oraz perspektywy, oraz że te różnice stają się powodem napięć i konfliktów. Metoda ta pozwala w prosty i szybki sposób zniwelować napięcie i dojść do sedna konfliktu, a przy okazji nie wymaga dodatkowych materiałów i skomplikowanych narzędzi. Należy ją jednak wcześniej poznać i przećwiczyć, by młodzież mogła używać jej potem sama lub z małym wsparciem nauczyciela. Metoda ta jest skutecznie wykorzystywana przez uczniów i uczennice w szkołach np. w RPA, Niemczech i Polsce. Klub Dobrej Rozmowy. Zapraszamy do zakładania w szkołach „Klubów dobrej rozmowy” (początkowo tematem wiodącym w klubach byli uchodźcy i współczesne migracje, ale tę metodę można zaadaptować do wszystkich trudnych tematów). Kluby te można organizować na podobnych zasadach jak szkolne koła zainteresowań, choć ostateczna formuła powinna odpowiadać młodzieży. W przewodniku pomagamy młodzieży krok po kroku zorganizować „Klub dobrej rozmowy”, a także podsuwamy tematy do dyskusji oraz wspieramy w planowaniu przebiegu spotkań. Zalety klubów to: przekazanie głosu młodzieży i zachęcenie ich do rozmów na tematy migracji i uchodźstwa w kontekście wyzwań współczesnego świata; wsparcie uczniów i uczennic w doskonaleniu umiejętności wymiany opinii, argumentowania, słuchania tego, co mają do powiedzenia osoby o innym od naszego światopoglądzie; umożliwienie bliższego poznania się w grupie; ułatwienie pozostania w dobrych relacjach w grupie, niezależnie od poglądów jej członków i członkiń. INNE, POLECANE MATERIAŁY Kurs internetowy „Miej oko na nienawiść”. Jednym z trudnych tematów w szkole jest mowa nienawiści. Polecamy materiały dla nauczycieli i uczniów „Miej oko na nienawiść”, które powstały w ramach projektu „Nienawiść. Jestem przeciw. Otwarty Kurs Internetowy” (ang. Massive Open Online Course, MOOC). Zawierają one zbiór informacji i narzędzi związanych z zagadnieniem mowy nienawiści, dyskryminacji. Gra BELFEDAR. „Belfedar” to gra kooperacyjna, którą można wygrać tylko dzięki współpracy między uczestnikami. Doskonale rozwija ona umiejętności społeczne, niezbędne do pozytywnego rozwiązywania konfliktów, bez użycia przemocy. Dzieje się tak poprzez zadania, które mają na celu: poznanie samego siebie oraz pozostałych graczy, rozwijanie szacunku do siebie i innych, kreatywne pomysły, a także wyrażanie i kontrolowanie emocji, słuchanie i współpraca. TRUDNA SZTUKA DEBATOWANIA Czym jest debata? Debata to krytyczna ocena pomysłów lub polityk ujęta w ściśle określoną strukturę, połączona z umiejętną perswazją. Pozwala ona doskonalić sztukę przemawiania i lepiej rozumieć świat, tworząc różne argumenty oraz spierając się z kontrargumentami. W debacie wyróżniamy trzy wzajemnie przenikające się wymiary. Są to: Treść: Co mówimy? Jakich argumentów i przykładów używamy? Styl: Jak mówimy? Jakiego języka używamy? Jak modelujemy głos? Strategia: Jak głęboko uda nam się wejść w temat, odpowiedzieć na argumenty innych i ustrukturyzować to, co mówimy? Każda debata zaczyna się od ogłoszenia tezy – stwierdzenia, idei albo polityki, która będzie dyskutowana. Z reguły teza jest polityką zmieniającą status quo albo stwierdzeniem, którego prawdę lub fałsz uczestnicy będą starali się wykazać. Na przygotowanie swoich argumentów uczestnicy dostają 15 minut. W debacie biorą udział dwie strony: rządowa i opozycyjna. Ta pierwsza popiera tezę. Publiczność i/lub sędziowie biorąc pod uwagę treść, styl i strategię mówców, oceniają, kto przekonał ich najbardziej. Czym debata różni się od zwykłej rozmowy? Kiedy rozmawiamy, na przykład z naszymi znajomymi albo rodzicami, robimy właściwie to samo, co podczas debaty – wymieniamy się pewnymi informacjami, znakami i argumentami. Jednak nie każda rozmowa staje się od razu debatą – wpływa na to kilka czynników: Formalizacja – w rozmowie ze znajomymi każdy mówi tyle, ile ma ochotę (albo do czasu, kiedy inni mu nie przerwą), w dowolnej kolejności i nie dba o strukturę swojej wypowiedzi. Debata rządzi się innymi prawami. Aby łatwiej było śledzić tok rozumowania mówców i odpowiedzi na poszczególne argumenty, debata wprowadza pewne ograniczenia, jak np. ustalenie czasu, który mają na swoje mowy poszczególni mówcy, opracowanie sposobu zadawania pytań czy zwracania się do siebie. Dzięki tym ograniczeniom, paradoksalnie, łatwiej jest wymieniać myśli oraz dać każdemu równe szanse, aby móc zaprezentować swoje zdanie. Język – jednym z ograniczeń, które nakłada na nas debata jest język, jakiego używamy. W zwykłej rozmowie przekonujemy na ogół naszych znajomych, możemy więc używać skrótów myślowych i slangu, bo wiemy, że zrozumieją, o co nam chodzi. Podczas debaty przemawiamy do ludzi, którzy nas nie znają, często nawet nie za bardzo chcą słuchać tego, co mamy im do powiedzenia. Niezwykle ważne jest, żeby język, którego używamy, docierał do naszych słuchaczy. Co to znaczy? Nie może on być zbyt potoczny (w końcu debata to też rywalizacja retoryczna), ani zbyt skomplikowany czy wyrafinowany. Liczy się tylko to, aby przekazać swoje argumenty i aby dotarły one do słuchaczy. Sędziowie – nasze codzienne rozmowy nie podlegają formalnej ocenie. Nikt nie zapisuje naszych argumentów, nikt też nie sprawdza, jak odpowiedzieliśmy na kontrargumenty przeciwnika. To właśnie różni zwykłą debatę od rozmowy – podlega ona ciągłej ocenie, zarówno z punktu widzenia publiczności, jak i sędziów, którzy starają się przyjąć punkt widzenia średnio poinformowanego wyborcy. Wyobraźcie sobie, że jesteście politykami i walczycie o głosy, a sędziowie są waszymi wyborcami. Co wówczas się stanie? Czym debata różni się od kłótni? Mówiliśmy już o ograniczeniach czasowych. To dzięki nim nie jest możliwe, aby w debacie jedna strona zdominowała drugą, nie pozwalając jej dojść do głosu. Formalizacja wymusza również odpowiedni język – nie możemy obrażać swojego przeciwnika. Najważniejsze jednak są argumenty. W codziennych sprzeczkach często sięgamy po argumenty ad personam, w debacie nie ma na nie miejsca. Wygrać debatę można jedynie argumentując merytorycznie i logicznie – i to jest prawdziwa sztuka! Czym jest argument? Argument to wszystko, co pozwala nam przekonać innych do naszych racji. Z naukowego punktu widzenia, każdy argument to połączony ze sobą zbiór pewnych zdań, propozycji lub oświadczeń, z których niektóre są przesłankami, a jedna z nich jest konkluzją (wnioskiem). Zadaniem tych przesłanek jest przekazanie pewnego ciągu rozumowania (logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego), który w efekcie prowadzi do jakiegoś wniosku. Przykładowo, jeśli mówimy, że „B zachodzi dlatego, że zaszło A”, w naszym argumencie „A” jest przesłanką, a „B” jest konkluzją. Jest to oczywiście najprostszy możliwy schemat rozumowania, ale dobrze tłumaczy istotę argumentacji. Polega ona na znajdowaniu przesłanek i popieraniu nimi naszych opinii. Im więcej przesłanek, tym większa szansa, że udowodnimy nasz argument i przekonamy przeciwników. Mówimy na przykład: Rząd Polski powinien zapewnić obywatelom darmowy dostęp do internetu. Argumentem, którego użyjemy na poparcie tej tezy będzie fakt, że: W obecnym świecie to informacja i dostęp do niej ma największą wartość, a ludzie pozbawieni tego dostępu są wykluczeni ze społeczeństwa. Na poparcie tego argumentu możemy pokazać dane, że dzieci posiadające dostęp do wielu źródeł informacji (czyli takie, które korzystają z wyszukiwarek internetowych), osiągają lepsze wyniki w nauce niż te, które opierają się wyłącznie o papierowe encyklopedie. Biorąc to pod uwagę, rząd, który powinien z założenia dbać o równe szanse dla wszystkich obywateli, powinien zapewnić im dostęp do internetu. W naszym przykładzie zdania zaznaczone na czerwono są przesłankami, natomiast zdania zaznaczone na niebiesko są konkluzją tego argumentu. Podsumowując, możemy powiedzieć, że zdanie stanowiące podstawę do uznania (wyprowadzenia) innego zdania nazywa się przesłanką rozumowania, a zdanie uznane (wyprowadzone) na podstawie przesłanki rozumowania nazywa się konkluzją (wnioskiem) rozumowania (wyprowadzania). Jak zbudować dobry argument? Aby argument był dobry, nie wystarczy rzucić kilku ładnie brzmiących twierdzeń. Tak jak zauważyliśmy już wcześniej, każdy argument powinien posiadać przesłanki i wynikającą z nich konkluzję, które do tego powinny się jeszcze układać w logiczny ciąg przyczynowo- -skutkowy. Nie jest to łatwe zadanie i bardzo łatwo zagubić się przy tłumaczeniu, o co naprawdę nam chodzi. Tu z pomocą przychodzi nam formuła „SexI”. Opiera się ona na twierdzeniu, że dobry argument zawiera cztery nieodzownie elementy: Twierdzenie – tytuł, nazwa. Rozumowanie – Dlaczego nasz mechanizm zachodzi? Dlaczego jest on ważny w tym przypadku? Dowody, przykłady. Połączenie z całą linią argumentacją, z tematem, problemem itd. Reguła SExI: State - Explain - Illustrate - pomaga zapamiętać́, co musi zawierać́ prawidłowy argument. Pamiętaj! Zawsze nazywaj swój argument, następnie tłumacz, jakie przesłanki działają i dlaczego zachodzi opisywany przez ciebie ciąg przyczynowo-skutkowy, a także czemu akurat ten argument jest ważny dla sprawy, której bronisz. Na koniec podawaj dowody, potwierdzające twoje twierdzenie. Mogą to być przykłady albo analogie, które pokazują, jak to, o czym mówisz, działa w realnym świecie. Przykład: W temacie „TI zakazałaby sprzedaży papierosów” chcemy przedstawić argument dotyczący tego, jakie skutki dla zdrowia ma ten nałóg. Możliwy sposób zbudowania tego argumentu wygląda w następujący sposób: State: Argument, który chcielibyśmy przedstawić, będzie odnosił się do kwestii zdrowia obywateli, o które powinien dbać rząd. Explain: Palenie jest bardzo niezdrowym nałogiem, który niszczy życie i zdrowie milionów ludzi. Co roku tysiące osób umiera na różne rodzaje chorób wywołane paleniem papierosów, ale same nie są w stanie zerwać z nałogiem. Ponieważ rolą rządu jest dbanie o dobro obywateli i walka z grożącymi im chorobami, powinien on zakazać sprzedaży papierosów i w ten sposób ograniczyć znacząco liczbę osób palących papierosy. Dlaczego? Ponieważ palenie szkodzi zdrowiu, a dla większości uzależnionych jedynym ratunkiem jest tak radykalny krok, który może podjąć jedynie rząd. Illustrate: Przykładem interwencji rządu w sprawy dotyczące bezpieczeństwa i zdrowia obywateli jest ustawodawstwo dotyczące narkotyków. Dzięki temu, że sprzedaż i rozpowszechnianie narkotyków jest w Polsce zakazane, dostęp do nich jest znacznie utrudniony, a co za tym idzie, mniej ludzi jest narażonych na zabójcze dla nich uzależnienie. OSIEM RAD NA TEMAT PUBLICZNEGO PRZEMAWIANIA Pewność siebie. Jeśli będziesz pewny/pewna siebie, łatwiej ci będzie zapanować nad myślami swoich słuchaczy. Dlatego pamiętaj, jeżeli nawet nie wiesz do końca, o czym mówisz, nie możesz dać tego poznać po sobie. Postawa. Jeżeli chcesz brzmieć pewnie i przekonać słuchaczy, musisz wyglądać na pewnego siebie. Nikt nie uwierzy osobie, która kuli się w sobie, nawet jeżeli tworzyłaby prawdziwe argumenty. Jeżeli ty uwierzysz, że masz rację, publiczność też da się do niej przekonać. Zapomnij więc o garbieniu się, chowaniu rąk w kieszeniach czy przestępowaniu z nogi na nogę. Stań pewnie, wyprostuj się i pokaż swoją postawą, że warto cię słuchać. Głos. Tak samo jak w przypadku postawy, ogromny wpływ na słuchaczy ma nasz głos. Jeżeli więc chcemy ich przekonać, musimy mówić w stanowczy sposób. Co to znaczy? Wielu ludzi myśli, że pewność siebie oznacza mówienie podniesionym głosem – to jest nieprawda. Oczywiście, szeptanie nie jest najlepszą strategią na przemówienie, ale musimy pamiętać, że krzyk prędzej zniechęci naszych słuchaczy i ich rozproszy aniżeli do czegokolwiek przekona. Dlatego spokojny, rzeczowy ton głosu jest niesamowicie ważny. Gestykulacja. Pamiętaj, że mówisz nie tylko ustami, razem z tobą porusza się całe twoje ciało. Jeżeli chcesz skutecznie przekonać swoich słuchaczy, musisz wykorzystać swoje ciało. Szczególnie ważne są ręce; jednym z największych błędów, jakie można popełnić podczas publicznych przemówień, jest zapomnienie o ich istnieniu. Bądź świadom tego, w jaki sposób gestykulujesz – wykorzystaj fakt, że za pomocą rąk możesz podkreślić ważny element swojej mowy albo zaprezentować jakiś ciąg logiczny. Nie możesz jednak przesadzić – zbyt zamaszysta gestykulacja odciągnie uwagę od treści twojego przemówienia. Język. Przemawianie to sztuka przekonywania innych ludzi, a pierwszym krokiem do niej jest, by zrozumieli twoje przesłanie. Zadbaj, aby język, którego używasz był dostosowany do grupy słuchaczy (inaczej mówi się do swoich kolegów lub koleżanek w klasie, a inaczej podczas egzaminu na studia), a twoje myśli były jasne i łatwe do przyswojenia. Tylko w ten sposób będziesz pewien/pewna, że twoja wiadomość dociera do publiczności. Wzrok. To, że ludzie są zdenerwowani, najłatwiej poznać po ich oczach. Często nieświadomie szukają ucieczki w dalekich kątach sufitu, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo to osłabia ich siłę przekonywania. Jeżeli stresujesz się swoim wystąpieniem i nie wiesz, w którą stronę skierować wzrok, znajdź sobie jeden punkt w sali. Może to być jakaś w miarę neutralna twarz słuchacza lub zwykła doniczka na parapecie okna – ważne jest, abyś nie sprawiał/ła wrażenia osoby rozproszonej lub zestresowanej. Jeżeli to zdołasz to opanować, wejdziesz na wyższy poziom wtajemniczenia – wykorzystaj kontakt wzrokowy w celu skupienia uwagi słuchaczy i do podkreślenia najważniejszych elementów swojej mowy. To prostsze niż ci się wydaje! Struktura. To ona pomoże twoim słuchaczom zrozumieć, co chcesz im przekazać, a tobie ułatwi opanowanie stresu podczas przemówienia. Nie zapisuj na kartce swojej mowy słowo w słowo (ani, broń Boże, nie ucz się jej na pamięć!), w przypadku pomyłki trudno będzie Ci wrócić do swoich myśli, a samo czytanie z kartki nie wygląda zbyt przekonująco. Zapisz sobie tylko najważniejsze myśli wystąpienia, najlepiej w przejrzystych punktach. Pamiętaj o wstępie, rozwinięciu i zakończeniu – dzięki nim łatwiej dotrzesz do swoich słuchaczy, a oni nie zgubią wątku. Szacunek. Jeżeli będziesz szanować swoich słuchaczy, oni też uszanują ciebie. Pamiętaj, że rzadko kiedy arogancja ma dużą siłę perswazji. Występowanie w pozycji „wiem wszystko na dany temat” nie daje wcale wielkich szans na przekonanie kogoś do swoich racji – lepiej skup się na tym, aby przekazać swoje myśli w sposób jasny i klarowny dla publiczności. Bądź przyjacielski. Ludziom łatwiej jest identyfikować się z osobą uśmiechniętą i otwartą aniżeli z agresywną i nieprzystępną. Przecież łatwiej jest przekonać ci swoich przyjaciół niż wrogów! Źródło: Materiały opracowane przez Centrum Edukacji Obywatelskiej w ramach Europejskiego Dnia Języków, organizowanego we współpracy z Biurem Parlamentu Europejskiego oraz Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Polsce w 2013 r. oprac. Sylwia Żmijewska-Kwiręg
Podpisana przez Rafała Trzaskowskiego Deklaracja LGBT+ wzburzyła prawicę. Politycy PiS biją na alarm: to przymusowa seksualizacja dzieci bez zgody rodziców! jest przekonane, że żaden z nich deklaracji nie przeczytał. Dlatego przygotowaliśmy ściągę, w której tłumaczymy że deklaracja nikomu nie każe bawić się w lekarza „»Standardy Edukacji Seksualnej WHO«, do których odwołuje się Deklaracja, erotyzują dzieci, czyli pobudzają do postawy, która jeszcze jest naturalnie uśpiona. I tak dzieci do lat 4 zachęca się do masturbacji jako radości i przyjemności z dotykania własnego ciała” – piszą w liście otwartym przywódcy kościołów protestanckich. O „wczesnej seksualizacji dzieci” rozprawiał też na konwencji PiS Jarosław Kaczyński, ale jako pierwsi w ten sposób ustawili dyskusję Ordo Iuris i Kaja Godek. Niektórzy poszli nawet krok dalej i, jak Paweł Kukiz, fantazjują o „masturbacji zamiast leżakowania w przedszkolach” oraz o „udelikatnianiu pedofilii”. Wiceminister Sprawiedliwości Patryk Jaki, podał dalej twitta prezesa Ordo Iuris: „Warszawa dla dzieci: 0-4 lata – zabawa w lekarza, 4-6 lat – masturbacja w dzieciństwie, 6-9 lat – antykoncepcja, seks w internecie, autostymulacja, język seksualny, zrozumienie akceptowalnego współżycia, 9-12 lat – rozwijanie akceptacji różnych sposobów wyrażenia seksualności”. Posłanka PiS Anna Siarkowska napisała na Twitterze: Zabawa w lekarza, masturbacja we wczesnym dzieciństwie czy seks w Internecie - tego Trzaskowski chce uczyć w szkołach. Ratujmy dzieci! Anna Maria Siarkowska, Twitter - 25/02/2019 Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta fałsz. Fałsz. Polecamy czytanie ze zrozumieniem! W Deklaracji LGBT nie ma nic o zabawie w lekarza dla przedszkolaków O co właściwie chodzi? Gdzie będzie realizowana edukacja seksualna? Na czym ma polegać? Czy będzie przymusowa? Odpowiadamy na sześć najważniejszych pytań dotyczących Deklaracji LGBT+ i standardów WHO. 1. Czym są standardy WHO? „Standardy WHO są skierowane nie tylko do przedszkoli, szkół, czy placówek opiekuńczych, ale także do rodziców. To dokument, który pokazuje jak rozwija się seksualność człowieka i jak na poszczególnych etapach rozwoju rozmawiać z dzieckiem. Żeby wiedzieć, co może nas niepokoić, a co jest całkowicie naturalne i co powinniśmy akceptować. To nie jest tak, że to jest program lekcji gotowy do wdrożenia w jakichś placówkach” – opowiada Dorota Łoboda, radna Warszawy i przewodnicząca Komisji Edukacji. Dla przykładu słynna „zabawa w lekarza”, której podobno ma się nauczać kilkulatki opisana jest następująco: „Wyrażanie własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście »zabawy w lekarza«” ( Chodzi tu o stwierdzenie prostego faktu – dzieci w ten sposób bawią się ze sobą. Rolą opiekuna jest nauczenie ich, że jeśli czegoś nie chcą, to nie muszą się na to godzić. Wyrażenie, które również robi karierę w prawicowych mediach, czyli „masturbacja we wczesnym dzieciństwie” jest po prostu stwierdzeniem faktu, że takie zjawisko występuje i należy to akceptować. „To, czym najbardziej ekscytuje się prawa strona sceny politycznej, czyli że będziemy uczyć dzieci w przedszkolach masturbacji, to fake news. Po pierwsze nie ma kraju, który coś takiego robi, po drugie to świadczy o chorej wyobraźni osób, które coś takiego opowiadają. Tam jest po prostu napisane, że małe dzieci dotykają swoich narządów płciowych i nie należy ich z tego powodu zawstydzać, bo to ich etap rozwojowy. Taka jest biologia” – tłumaczy Łoboda. Podręcznik wyraźnie opowiada o dostosowywaniu przekazów do rozwoju i wieku dzieci. „Istotne bowiem jest, jak bardzo szczegółowo należy przedstawiać poszczególne informacje w określonym wieku lub stadium rozwoju. Czteroletnie dziecko może zapytać skąd się biorą dzieci, a odpowiedź „z brzuszka mamy” jest zazwyczaj wystarczająca i dostosowana do wieku. To samo dziecko może później zacząć się zastanawiać „w jaki sposób dzieci dostają się do brzuszka mamusi?” i w tym momencie inna odpowiedź będzie dostosowana do wieku. Natomiast odpowiedź „jesteś jeszcze za mały na takie pytania” nie jest odpowiednia. Dostosowanie do wieku wyjaśnia, dlaczego te same zagadnienia dotyczące edukacji seksualnej mogą wymagać zmiany odpowiedzi; wraz z procesem dojrzewania udzielane wyjaśnienia będą miały bardziej całościowy charakter” ( 2. W jakich placówkach będą odbywały się zajęcia? Czy w takim razie w przedszkolach będzie edukacja seksualna? Nie. Mówił o tym już wyraźnie i Rafał Trzaskowski i Paweł Rabiej. „Zajęcia z edukacji seksualnej, które zapowiada Deklaracja LGBT+ nie będą się odbywać w przedszkolach, tylko szkołach podstawowych (od 4 klasy) i ponadpodstawowych” – tłumaczy Dorota Łoboda. Skąd więc to zamieszanie? „Jeżeli dany kraj wprowadza edukację seksualną na jakimś etapie, a to kształtuje się różnie w Europie, to rozpoczyna tę edukację dopasowaną do wieku dzieci, czy młodzieży z którą się pracuje. Patrzy się do standardów, które odpowiadają danemu wiekowi. I o tym mówi ta Deklaracja – edukacja seksualna będzie dopasowana do etapu rozwojowego dziecka”. 3. Czy zajęcia będą obowiązkowe? Cała prawica straszy przymusową seksedukacją. Ordo Iuris kolportuje nawet w internecie wzory specjalnych oświadczeń, które polecają prewencyjnie składać w szkołach i innych placówkach. Tymczasem miasto wyraźnie zaznacza, że wszystko będzie się odbywało za zgodą rodziców. Dorota Łoboda: „W tym momencie jesteśmy na etapie uzgadniania szczegółów organizacji zajęć edukacji seksualnej. Na pewno każdy rodzic będzie musiał wyrazić zgodę na uczestnictwo swojego dziecka w tych lekcjach. Podobnie jak to jest z zajęciami wychowania do życia w rodzinie, które również zakładają zgodę lub sprzeciw rodzica”. Z edukacją antydyskryminacyjną sytuacja wygląda inaczej. Te zajęcia będą przeprowadzać nauczyciele z danej szkoły w ramach godzin wychowawczych. „Takie lekcje nie odbiegają od programów profilaktyczno-wychowawczych szkół. Zgoda rodziców nie jest wymagana, jeśli takie zajęcia są prowadzone przez wychowawców i szkoła ma tego rodzaju edukację wpisaną w programie” – wyjaśnia Łoboda (patrz: punkt 5). 4. A co z wejściem NGO do szkół? Kto będzie prowadził zajęcia z edukacji seksualnej? „W Łodzi władze miasta zorganizowały konkurs na prowadzenie w szkołach edukacji seksualnej i od 2012 takie zajęcia prowadzi fundacja SPUNK. Jest to jedno z możliwych rozwiązań, ale w szkołach mamy już nauczycieli i nauczycielki, którzy są przeszkoleni w tym zakresie i w pierwszej kolejności będzie korzystać właśnie z ich wiedzy i doświadczenia. Wielu warszawskich pedagogów przeszło szkolenia organizowane przez Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń i potrafią to robić” – tłumaczy Dorota Łoboda. W Deklaracji znaleźć można fragment o tym, że „miasto będzie nawiązywało współpracę z organizacjami pozarządowymi i społecznymi działającymi na rzecz społeczności LGBT+”, ponieważ „mają dużo dobrych pomysłów, które można przekuć w kampanie społeczne, atrakcyjne wydarzenia i projekty”. „Organizacje reprezentujące społeczność LGBT+ już teraz organizują w Warszawie kampanie społeczne, debaty czy wydarzenia kulturalne. Współpraca z miastem w tym zakresie jest dobrą praktyką” – wyjaśnia ten fragment Łoboda. „Każda organizacja pozarządowa czy społeczna może prowadzić zajęcia w szkołach za zgodą rady rodziców (art. 86 ustawy prawo oświatowe – Takie samo prawo obejmuje wszystkie organizacje 3 sektora, również te działające na rzecz społeczności LGBT+. Ich głównym polem działania są szkolenia antydyskryminacyjne skierowane do uczniów i uczennic, ale również do kadry pedagogicznej. Uczą czym jest dyskryminacja oraz jak jej przeciwdziałać”. Zobacz art. 86 ustawy prawo oświatowe Art. 86. 1. W szkole i placówce mogą działać, z wyjątkiem partii i organizacji politycznych, stowarzyszenia i inne organizacje, a w szczególności organizacje harcerskie, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i innowacyjnej szkoły lub placówki. 2. Podjęcie działalności w szkole lub placówce przez stowarzyszenie lub inną organizację, o których mowa w ust. 1, wymaga uzyskania zgody dyrektora szkoły lub placówki, wyrażonej po uprzednim uzgodnieniu warunków tej działalności oraz po uzyskaniu pozytywnej opinii rady szkoły lub placówki i rady rodziców. 3. W szkołach i placówkach, określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 83 ust. 6, oraz w szkołach i placówkach, w których nie utworzono rady szkoły lub placówki, nie stosuje się wymogu uzyskania pozytywnej opinii odpowiednio rady szkoły lub placówki i rady rodziców, o których mowa w ust. 2. 5. Czy gmina może przeprowadzać takie zajęcia w szkołach? Politycy powtarzają, że to nie samorządy ustalają program nauczania, tylko Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wprowadzanie zajęć przewidzianych w Deklaracji LGBT+ nazywają więc wykraczaniem poza kompetencje gminy. Jaki jest ich status w rzeczywistości? Trzeba rozgraniczyć o czym mówimy. Edukacja seksualna będzie się odbywała jako zajęcia dodatkowe. „Za zgodą rodziców gminy mogą wprowadzić dowolne zajęcia. Są gminy, które wprowadzają naukę dodatkowego języka obcego, są takie, które wprowadzają dodatkowe zajęcia sportowe. Jeśli dzieje się to za zgodą rodziców to jest to zgodne ze wszystkimi ustawami, rozporządzeniami MEN i z Konstytucją. Samorząd jest po prostu uprawniony do takich działań” – wyjaśnia Łoboda. Z zajęciami antydyskryminacyjnymi sytuacja wygląda już inaczej. Kształtowanie takich postaw znajduje się już, jak wskazuje Dorota Łoboda, w programach profilaktyczno-wychowawczych szkół. Wskazówki i zalecenia, co ma się w takich programach znaleźć, można przeczytać na przykład na stronie Ośrodka Rozwoju Edukacji, czyli publicznej placówki doskonalenia nauczycieli prowadzonej przez MEN. Również w ustawie prawo oświatowe znajduje się też preambuła, która jest takim samym źródłem prawa, jak przepisy. Ostatnie zdanie stanowi, że szkoła powinna uczyć dzieci tolerancji: „Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności”. Jednym z wymagań ministerialnego rozporządzenia o wymaganiach państwa wobec szkół był nakładany na placówki obowiązek prowadzenia edukacji antydyskryminacyjnej. Wprowadziła to w 2015 roku Joanna Kluzik-Rostkowska. Przepis został zniesiony w 2017. W odpowiedzi na interpelację MEN tłumaczyło, że obowiązek takich zajęć zniesiono, dlatego, że tolerancja jest tematem omawianym na lekcjach WOS. Czyli znajduje się w podstawie programowej i przyznaje to sam MEN. 6. Jaki jest status prawny Deklaracji? Wiele zarzutów dotyczyło faktu, że „deklaracja” nie jest źródłem prawa. Jak można przeczytać na stronie urzędu miasta: „Deklaracja ma charakter uroczystego, politycznego zobowiązania prezydenta wobec warszawskiej społeczności LGBT+, jest rozpoznaniem obecności i najbardziej palących potrzeb jest obietnicą realizacji w trakcie kadencji 2018-2023 konkretnych działań przez Urząd Miasta Stołecznego Warszawy (o czym niżej). Deklaracja, słowami prezydenta, “zaczyna proces realizacji rozwiązań””. Czyli – ma charakter ramowy. Konkretne rozwiązania będą wprowadzane już uchwałami i rozporządzeniami. Cała treść deklaracji dostępna jest tutaj: Deklaracja LGBT+. Politykom prawicy, zwłaszcza z PiS, polecamy przeczytać uważnie całość (to tylko 4 strony!!) i dopiero potem wypowiadać się w mediach na temat Deklaracji. Nie życzymy nikomu sytuacji, która przydarzyła się europosłowi PiS, Zbigniewowi Kuźmiukowi, na którym dziennikarka Katarzyna Kolenda- Zaleska z TVN 24 bezskutecznie próbowała wymóc odpowiedź na pytanie, co konkretnie znajduje się w dokumencie i co jest w nim tak oburzające. Nie życzymy też nikomu fantazji Pawła Kukiza, który w programie „Kawa na ławę” w TVN 24 stwierdził, że Deklaracja LGBT „bardziej uczłowiecza pedofila, niż broni dzieci”: „Jeśli się mówi o dzieciach, które mają się uczyć seksualności od dzieciństwa i mieć radość z dotykania swojego ciała, to w jakiś sposób tutaj tą pedofilię udelikatniamy”. Dominika Sitnicka Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.
Tęczowy piątek nie podoba się Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. - Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ - uważa biskup Marek przypomina, że w szkole i placówce oświatowej mogą działać stowarzyszenia i organizacje, z wyjątkiem partii i organizacji politycznych. - Należy pamiętać, że wszelkiego typu programy odnoszące się do wychowania bezwzględnie muszą być ustalane wspólnie z rodzicami i nauczycielami. To rodzice mają prawo do decydowania o tym, jakie treści wychowawcze są przekazywane ich dzieciom w szkole (art. 48 ust. 1 Konstytucji). Treści te muszą być również zgodne z programem wychowawczo-profilaktycznym, uchwalanym przez radę rodziców. Każdorazowa forma edukacyjna w tym zakresie wymaga odrębnej zgody rodziców wyrażonej na piśmie. Rodzice mają prawo decydować, kto wchodzi na teren szkoły, z jakim programem wychowawczym. Należy dodać, że tzw. edukatorzy (w przeważającej części) nie posiadają wykształcenia pedagogicznego. Szkoła musi przestrzegać prawa! Po raz kolejny przypominamy, że sprawy kształcenia i wychowania powinny być jak najbardziej odległe od koniunktur politycznych i ideologicznych. Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ - pisze biskup Marek Mendyk, Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu nie podoba się również Młodzieży Wszechpolskiej >>>
Organizacja mówi o konieczności przeprowadzania lekcji o równości – powołuje się przy tym na badania dotyczące obecności uczniów LGBT w szkołach. Wynika z nich, że w każdej klasie znajduje się przynajmniej jedna uczennica lub uczeń LGBT. - Szkoła ma szansę stać się dla nich drugim domem – miejscem, do którego będą chodzić z przyjemnością i w pełni się realizować. Niestety obecnie często jest koszmarem. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez KPH aż 70% LGBTQ doświadczyło w swoim młodym życiu przemocy, a w 30% przypadków doszło do niej właśnie w szkole - informują inicjatorzy akcji. Ta akcja budzi kontrowersje i sprzeciw Kościoła >>>
Czasem naprawdę mam dość! Czytam te wszystkie „newsy” i wypowiedzi – zdawałoby się – wykształconych, obytych w świecie ludzi. Ludzi na świecznikach, u szczytu władzy, kariery i załamuję ręce… To, że taki statystyczny Kowalski czy Kowalska nie poświęca czasu na swój własny rozwój, przestało nas już dziwić. Państwo Kowalscy rozpoczynają dzień o 6:30 i idą do pracy, wracają o godzinie 17:30 do domu, załatwiają bieżące sprawy, ogarniają dzieci i – według nich – nie mają czasu/pieniędzy na „pierdoły”, jak czytanie książek, oglądanie interesujących materiałów, sprawdzanie Kowalscy – w zależności od wyznania politycznego – włączają TVP lub TVN i przyjmują 30-45 minutowy „przekaz dnia” z telewizora, podany w taki sposób, żeby informacja była od razu polana sosem o smaku „co masz myśleć na ten temat”.I tak, oglądający TVP dowiedzieli się, że jakiś facet podpisał kartę LGBT i wprowadzi do szkół „Geje i Lesbijki” w celu indoktrynacji naszych dzieci, a to wszystko okraszone podtekstem, że kto lepiej wykształci seksualnie dzieci w wieku 5-10 lat niż profesjonalista, jakim jest TVN dowiedzieli się natomiast, że podpisano jakąś kartę, że „gonimy Europę”, że „Europejskie wartości”, „postęp” i w ogóle „w Warszawie nastała tolerancja” a dzieci będą wreszcie mogły porozmawiać o „byciu nie teges” z psychologiem, a na temat „nowoczesności, postępowości, wartości Europejskich i tolerancji” będą teraz miały prowadzone jakieś nie przeczytają żadnego z dokumentów i opracowań, bo Kowalscy nie mają czasu na „pierdoły”. Kowalscy dowiedzieli się już, co mają myśleć na dany temat. Zwłaszcza, że kaznodzieja wywodzący się z ich wyznania politycznego, w trakcie wywiadu, potwierdził to, co było w 3 minutowym przekazie głównego wydania programu informacyjnego, i oni mu wierzą. Wierzą, bo TEGO wymaga od nich specyfika wyznania ważne, czy Kowalscy chodzą do kościoła, czy wręcz przeciwnie. Już nie muszą. Wiarę religijną zastąpiła im wiara polityczna. BOOM! No i się zaczęło. Każda ze stron znalazła swoją redutę i dawaj walić w siebie wszystkim, co pod ręką choćby niezgodne z rakiety z napisem „zaściankowość i kato-komuna”, to poleciały w drugą stronę „lewacy i indoktrynacja homoseksualna”, wystrzelili „pedofile i geje w szkołach!”, odpowiedziano „pedofile są i w kościele!”… i tak potem użyto argumentu ostatecznego, który – w moim mniemaniu – przekreśla wszystkie wcześniej wskazane fakty i zamienia je w banał, czyli „tolerancja”. Tolerancja – co to w ogóle znaczy? Poglądy polityczne i światopoglądowe są jak d*pa – każdy ma swoją. Konflikty polityczne i wojny wybuchają często z bardziej błahych powodów, niż próba „utolerancyjniania” cudzych dzieci, bo komuś się tak siłę argumentu – jak osoby ze środowisk homoseksualnych, które z racji swojej orientacji nie mogą mieć dzieci genetycznie zgodnych*, będą mówiły osobom heteroseksualnym, mającym dzieci, co ich potomstwo powinno mieć wpajane w szkole?Ten sam argument podnosi druga strona, że jak ksiądz może mówić o wychowaniu i małżeństwie, samemu będąc zobowiązanym do zachowania celibatu?Każdy kij ma dwa końce, prawda?Więc teraz rodzi się pytanie, dlaczego jedna ze stron ma tolerować zachowania drugiej, skoro ta pierwsza nie toleruje ich nietolerancji, samemu niosąc to słowo na sztandarach?Z jakiego powodu mniejszość, okrutnie doświadczona przez Boga/Naturę(niepotrzebne skreślić) z możliwości spłodzenia dzieci zgodnych genetycznie, rości sobie prawa do dyktowania większości, co ma myśleć i jak wychowywać swoje dzieci**?W tym miejscu dochodzimy do ściany i oporu społeczeństwa. Oporu całkiem zrozumiałego, bo czym innym jest agresja (a nawet jej pochwalanie) wobec osób odmiennej orientacji czy wyznania politycznego, a czym innym jest NAKAZYWANIE bycia tolerancyjnym – w domyśle „uległym” – lub przekonywanie i walka na argumenty.„Ale te zajęcia to mają być dodatkowe i dobrowolne” – super. Teraz tylko pytanie, czy dzieci nieuczestniczące w takich zajęciach dostaną coś w zamian? Np. dofinansowanie zajęć plastycznych, sportowych, muzycznych, albo nacjonalistycznych?No, bo czemu nie? Skoro 3-5% społeczeństwa ma mieć swojego przedstawiciela i zajęcia promujące równość, tolerancję i otwartość, dlaczego nie wprowadzić w tym samym czasie do szkoły, dla 3-5% radykałów i ich dzieci, lekcji nacjonalizmu, promującego korzyści płynące z obrony tradycyjnych wartości?Takie podejście wywołuje u Ciebie oburzenie? I bardzo dobrze – teraz możesz przynajmniej zrozumieć drugą stronę. Jedni chcą, żeby ich dzieci od małego wiedziały/rozumiały, jakie są orientacje seksualne i że bycie homoseksualistą to nic złego, a inni nie. Inni wolą, żeby dziecko uczyło się o tradycyjnych wartościach i wkuwało do głowy formułkę z konstytucji, mówiącą, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Jedni i drudzy mają do tego prawo.„Pie..olę! Wolę być nazwany zacofanym homofobem niż posłać dzieci na takie zajęcia!” – słyszeliście już to? Taka osoba (nazwijmy ją B.) może mieć dokładnie gdzieś, czy sąsiad mieszka ze swoim facetem, czy jego szefowa woli kobiety, a taksówkarz wiozący go do pracy wychowuje dziecko z poprzedniego związku ze swoim partnerem, właścicielem kancelarii prawnej. Bo to jest tolerancja – B. nie podpala drzwi sąsiada, bo ten jest homo, B. nie obrabia tyłka przełożonej, bo ona jest homo, B. nie nakazuje wezwania innego taksówkarza, bo ten jest homo. Nie… B. Ma to gdzieś. B. wychodzi z założenia, że prywatne życie, jest prywatne, czyli osobiste i nikomu nic do tej kiedy OSOBISTE idee INNYCH LUDZI, sprzeczne z jego OSOBISTYMI wartościami, wkraczają w jego SFERĘ PRYWATNĄ, a do tego mają zostać zaserwowane JEGO dziecku bez jego zgody…Tutaj pojawia się kolejny problem spowodowany tą niezdrową polaryzacją społeczeństwa. Problem, ponieważ B., myśląc jak powyżej, właśnie stał się nietolerancyjnym homofobem, nazistą, faszystą i zbrodniarzem wojennym. Bo jak nie jesteś z nami, to przeciwko nam. I na co tłumaczenia, że B. ma przyjaciół/sąsiadów/współpracowników LGBT i naprawdę nie interesuje go, kto w związku jest „mężem”, tylko lubi ich, jako ludzi, lubi spędzać z nimi czas – tak zwyczajnie, jak człowiek? Ale B. jednak nie chce, żeby to wszystko było w szkole, w której uczy się JEGO B. jest homofobem-nazistą i już!B. powie, że ma przyjaciół, którzy są w długim homoseksualnym związku, i chociaż nie jest przekonany, czy dawanie uprawnień wszystkim parom homoseksualnym do adopcji jest dobrym rozwiązaniem, jest pewien, że Ci konkretni znajomi byliby fantastycznymi opiekunami dla dziecka?B. jest cholernym lewakiem, dzieckiem Ubecji i już!B. nie może mieć własnego zdania, chyba że „jego” zdanie mieści się w jasno określonych liniach. Albo linii prawej, albo lewej. Nie możesz sobie wybierać idei fajnych z prawej i fajnych z lewej. – Dzień dobry, panie Staszku, widzę, że za branie 500+ zostało się nazistą?– Panie Marku… A mundur Armii Czerwonej to sam pan kupił, czy za popieranie przyjęcia Euro dostał? Jeśli B. zdecyduje się na poparcie programu 500+ i wyrazi chęć legalizacji związków partnerskich… stanie się wrogiem publicznym numer jeden. Zostanie lewakiem i nazistą w jednym, uber-zwyrodnialcem dla każdej ze nie wolno Ci myśleć samodzielnie. Albo jesteś z nami albo przeciwko nam! A gdyby odwrócić szachownicę i spojrzeć z drugiej strony… Wyobraźcie sobie całą sytuację z drugiej strony, gdyby dzieci mające homoseksualnych rodziców miały na mocy „karty hetero” zafundowane zajęcia z heteroseksualności, które mówiłby, że hetero jest spoko i skoro twoi opiekunowie są homo, nie znaczy, że ty nie możesz być hetero! Zgodnie z prawdą przedstawiały informacje, że tylko taki hetero-związek pozwala na prokreację i posiadanie własnej, w 100% zgodnej genetycznie, rodziny?Jak więc widzicie, nawet najlepsze i najbardziej szczytne idee i pomysły, sprzedane w niewłaściwy sposób odnoszą skutek odwrotny do mamy problem ze zrozumieniem jednej podstawowej rzeczy – żadna karta, ustawa, umowa międzynarodowa, kampania społeczna itp. nie jest w stanie przeskoczyć czasu niezbędnego na dokonanie się przemian społecznych. Wręcz przeciwnie. Medialne walenie z jednej czy drugiej strony w osoby centrolewicowe lub centroprawicowe doprowadza do ich radykalizacji albo zwyczajnego wkurzenia. Wciskanie przekazu ideologicznego czy politycznego na siłę, kiedyś wywoła bunt. Tak jak teraz wywołało bunt u ważne jest już dla nich, czy zajęcia są dodatkowe, czy obowiązkowe, czy do klasy ich dziecka będzie zapraszany psycholog, czy „facet przebrany za babę”. Bunt wywołało nagłe i politycznie uwarunkowane wejście z buciorami w dwie najważniejsze dla nich sprawy:1. Sferę osobistą2. Wychowanie ich dzieciI koniec. Choćby nie wiem jak dobre i wspaniałe były założenia tego programu, właśnie został politycznie spalony w ogniu walki dwóch przeciwnych obozów. Szlachetna idea czy cyniczna próba dalszego podziału społeczeństwa? Wszyscy przerzucają się grafikami i wykresami, mówiącymi o tym, że w wśród uczniów LGBT panuje dużo większy odsetek prób samobójczych i depresji, tym motywując powstanie tego programu. Szlachetną jest więc próba niesienia pomocy, zapobiegania dramatom i natomiast, znając już nasze piekiełko polityczne, doszukuję się w tym – niestety – pewnej potworności i próbę cynicznego wykorzystania prawdziwego problemu do walki politycznej. Kierowanie takiego programu TYLKO do osób spod flagi tęczy ma na celu wywołanie reakcji alergicznej u części naszego że Kowalski, zapytany w sondzie ulicznej, czy popiera wprowadzenie jakichkolwiek postulatów z karty do szkół, odpowie „Nie”. Dzięki temu będzie można w kolejnych statystykach wykazać, że „społeczeństwo jest nietolerancyjne”, bo XX% jest przeciwko pomocy osobom te osoby nie są przeciwko pomocy, tylko przeciwko wprowadzaniu tego do szkół. Ale interpretowanie statystyk i manipulacja nimi to ulubiona zabawa mediów. Pokażę wam, jak to sucha:1. 69,4% młodzieży LGBT ma myśli samobójcze2. 49,6% młodzieży LGBT ma objawy depresjiNarracja 1.„Wskazane powyżej statystyki pokazują, że młodzież LGBT jest ZASTRASZANA i DOPROWADZANA do depresji przez SWOICH RÓWEŚNIKÓW”.Narracja 2.„Wskazane powyżej statystyki pokazują, że młodzież LGBT w zaskakującej większości zdaje sobie sprawę z tego, że ich skłonności NIE SĄ NORMALNE i z tego powodu, ZAMIAST SZUKAĆ POMOCY I LECZENIA, połowa z nich jest w depresji, a niemal 70% próbuje się zabić”.Odmienne wnioski, podparte tą samą statystyką stają się łatwiejsze do przekazania Kowalskiemu, co to nie ma czasu na „pierdoły”. Przecież nie będzie sprawdzał danych źródłowych, genezy badania, jego skali, przyjętej metody badawczej… pierdoły! Podsumowanie. Nie ma nic złego w tym, że ktoś nie chce puszczać dzieci na zajęcia związane z kartą LGBT. Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce, żeby jego dziecko chodziło na zajęcia związane z kartą jest w tym wszystkim wciskanie czegokolwiek na siłę i wpieranie, że to dla waszego dobra, bo sami jesteście za głupi, żeby o nie się proste pytanie, po co w szkołach psycholog/opiekun/zajęcia LGBT, zamiast zwykłego psychologa, opiekuna i zajęć z tolerancji, zapobieganiu przemocy, radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, radzenia sobie z depresją, myślami samobójczymi…Powiedzcie, czy rodzic posiadający dziecko niebędące L, G, B lub T, nie ma prawa domagać się wydania publicznej kasy na zajęcia muzyczne, sportowe lub językowe, na które go nie stać? Dla Kowalskiego rachunek jest prosty:Z podatków płaconych przez 100% społeczeństwa MOŻE skorzystać 3 do 5% dzieci i młodzieży, o ile się odważy. Program skierowany do nielicznych sprawi, że nieliczni z nielicznych dostaną pomoc psychologiczną, a jego dziecko nie dostanie… NIC. Kowalski wolałby, żeby te środki przeznaczono na specjalistę psychologa od spraw agresji, dyskryminacji itp., z której MOŻE skorzystać 100% dzieci, o ile się Kowalski jest homofobem? Czy Kowalski jest nazistą? Czy Kowalskiemu można powiedzieć, że się myli? Czy z Kowalskiego można zrobić zacofanego katola? Odpowiedzcie sobie sami… Zobaczcie – gdyby została podpisana karta SZKOLNEJ POMOCY PSYCHOLOGICZNEJ, której jednym z założeń byłoby przeciwdziałanie agresji, wykluczeniu społecznemu, pomoc w samo zaakceptowaniu swojej odmienności seksualnej, religijnej, światopoglądowej… to tylko kretyn mógłby się do czegoś takiego przyczepić. A tak, dodając te 4 magiczne litery, podpisując przez polityka kartę przygotowaną przez mniejszość seksualną, skierowaną do dzieci będącej mniejszością seksualną, za pieniądze (statystycznie) heteroseksualnego podatnika, dano przeciwnym obozom wiaderko granatów do ręki i wywołano małą i nikomu niepotrzebną w którą wciągnięto dzieci. Dzieci, które – jak to na wojnie – straciły przez dorosłych najwięcej. Bo (powiedzcie mi szczerze), które z dzieci pójdzie teraz po pomoc do pokoju „pedofilsko-homoseksualnego”**? Które dziecko, na tyle odważne i silne psychicznie, żeby odwiedzić „specjalistę ds. pedalstwa”**, wiedząc, że narazi się na kpiny ze strony kolegów, naprawdę potrzebuje pomocy?Dorośli uzyskali dokładnie to, co chcieli. „Lewaki” mają potwierdzenie na dyskryminację w społeczeństwie osób LGBT, „Naziści” mają potwierdzenie na próbę indoktrynacji dzieci i promowanie wśród nich homoseksualizmu… a punkt widzenia zależy od punktu dzieci przegrały. Niestety, do tego pokoju „nie wejdzie” więcej dzieci, które naprawdę potrzebują rozmowy, pomocy. Dzieci, które już czują, że po przekroczeniu tych drzwi może nastąpić eskalacja problemu, jeśli tylko ktoś się dowie, że tam więc, środowiska LGBT, prawicowcy, lewicowcy, centryści, „media wolne”,„media zniewolone” i wszyscy inni, biorący udział tej głupiej ideologicznej wojnie, jesteście z siebie dumni? * fizycznie niemożliwe jest, aby dwóch mężczyzn albo dwie kobiety miały dziecko o DNA wspólnym dla obojga rodziców i na tym skończmy. Posiadanie dzieci z poprzedniego związku czy jakiejś wymiany „zapłodnieniowej” między parą lesbijek a parą gejów to nadal 50% zgodności.** obraz kreowany i rozpowszechniany przez przeciwników i niektóre media, a nie moje osobiste poglądy.
lekcje lgbt w szkole